niedziela, 26 sierpnia 2018

Niepokojący - nowy wiersz Lato II 2018

Lato powoli się kończy.
Zamiast burych chmur, przeszywającego wiatru, kałuż i deszczu, wolałem palące słońce, skwar, ciepłe powietrze i długie jasne wieczory - no, ale kto co lubi.

Wiersz "Ślizgiem" otrzymał wyróżnienie, co mnie niezmiernie cieszy.
Ciekawe, jak "Niepokojący" przypadnie Wam do gustu? :)

Słyszysz?
Nie zagłuszaj myśli na głos 
śpiewając tę piosenkę na jeden sezon
Wydzierając się w nieboglosy

I nie mów sam do siebie
Jeszcze nie daj boże ktoś usłyszy
I pomyśli, że od zmysłów odszedłeś
Uśmiechając się teatralnie

Drapiesz się nerwowo po ciele
Jakby cię coś oblazło
Wymachujesz rękami w powietrzu
Już idą , nie uciekaj i tak ciebie złapią

"Niepokojący"

Autor : Rafał Wolański
Copyright by Rafał Wolański 2018 
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Zdjęcie zapożyczone z internetu. 

wtorek, 10 lipca 2018

Premiera wiersza "Ślizgiem" lato 2018

Materiał na nowy tomik liczy dopiero 5 utworów, ale zapowiada się obiecująco.
Będzie w formie zeszytowej, tak jak za dawnych lat.
Podczas pracy nad stronami tytułowymi wkradł mi się błąd, a mianowicie zamiast daty 2018, chciałem wpisać 2000 i wróciły wspomnienia.
To 18 lat temu powstał mój pierwszy, zeszytowy, tomik "Bezchmurne Słońce".
To ponad 18 lat temu zaczynałem wpisywać pierwsze wiersze do zeszytu w kratkę w miękkiej oprawie o grubości 80 stron.
To już 18 lat, a wielu mówiło, że to pisanie minie, jak jakiś okresowy wirus. 
18 lat, a więc i moje wiersze stały się pełnoletnie.

Poniżej przedstawiam premierowy utwór "Ślizgiem"

"Ślizgiem"

O świcie przed pracą
Zaraz spod prysznica, po umyciu zębów
Wcieram w twarz krople roztworu
O wysokim stężeniu witaminy C.

Z domu wychodzę nie o czasie
Ten ściga się ze mną nieprzerwanie
I pokonuje prawie biegnąc drogę
Nie w 16, a 6 minut na zegarze.

W tramwaju siadam gdzieś z tylnego przodu
Wkładam słuchawki do uszu na pozór
By inni myśleli że ich nie słyszę
A rejestruje słowa w 4 co najmniej językach

I nazwy przystanków z głośnika.

Styczeń 2018.

Autor Rafał Wolański
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Copyright by Rafał Wolański 2018.

Zdjęcie zapożyczone z internetu.


piątek, 1 grudnia 2017

Przez kalkę odbitym - premiera wiersza grudzień 2017

Chyba jeszcze nigdy aż tak długo nie czekałem na nowy tomik.
Pierwszy wiersz “ W niedoskonałości“ powstał, jesli się nie mylę, w 2014 roku, a na jesień 2015 poleciało już jak rzeka.
Być może uda mi się w tym miesiącu, usiąść w końcu do tego i w 2018 Nareszcie Go urodzić, by ujrzał światło dzienne.
A póki co, kolejny wiersz, nie wiem, który z kolei, który promuje “Wystruganego“.

Przez kalke odbitym - smutny, ale jakze prawdziwy.



“Przez kalkę odbitym"

Nie bądź zbyt pewien, gdy mówisz
O jutrze, kawie, miłości
Bo obudzisz się i w kuchni zobaczysz
dzbanek na kawe i puste miejsce po moim kubku.

Nie bądź zbyt pewien, gdy myślisz
O dniu kolejnym przez kalkę odbitym
Bez wiosny, jesieni, z deszczowym latem
Zimą, przez tysiąc ostatnich miesięcy.

Nie bądź zbyt pewien, gdy czekasz
Tak samo nie będzie już nigdy
Przywykniesz do parzenia sobie kawy i mrozu
Puste miejsce zapełnisz czymś (kims) innym
Miłością, jutrem, przez kalkę odbitym.


2016@ R.W.
Wszelkie Prawa Zastrzezone.
Copyright by Rafal Wolanski 2017.
Zdjęcie zapożyczone z internetu. 

wtorek, 21 listopada 2017

Pozbawione miłości - premiera wiersza listopad 2017

Wiersz ten miałem puścić dokładnie rok temu, ale wtedy wydawało mi sie, że nie bedzie pasować. Poza tym mieszkałem jeszcze w Düsseldorf.
Kolejny utwór z “Wystruganego“.
Pozdrawiam.


“Pozbawione Miłości“

Przemierzam aleje zasypane
tysiącem jesiennych liści
A z wystaw sklepowych piękne twarze
Młode, uśmiechnięte, pozbawione emocji.

Szukam codziennie u innych
tych samych pożądań, bez miłości
chwilowych orgazmów, nadziei
Słów, wykutej na blachę roli.

Wracam i zbieram kasztany
Mijają mnie papierowe twarze
obce w ekstrawertycznym świecie
Zamkniętym na cztery strony.

Copyright by Rafal Wolanski 2017.
Utwór powstał jesienią 2015 roku.

Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
 Zdjęcie zapożyczone z internetu.

niedziela, 2 lipca 2017

Z oddali Nas - Premiera wiersza Lipiec 2017



"Z oddali nas" 

Mów niegłośno, a wyraźnie
Nadsłuchuje z oddali słów 
Wybieram właściwe 
Zanim przylgniesz ustami w milczenie, mów 

Docierają do mnie postrzępione
Potargane przez wiatr
Zmokłe od deszczu
Oschłe w niekochaniu

Zlepiam je z kawałków 
Próbuje poskładać usilnie
Niepasujące, sprzeczne 
Głuche na wołanie.



Copyright by Rafal Wolanski 2017

Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Zdjęcie zapożyczone z internetu.

poniedziałek, 22 maja 2017

35 lat...

Kiedyś moje życie było przewidywalne.
Kiedyś moje życie było zaplanowane.
Było wiadomo, co będzie w tym i następnym roku, oczywiście poza drobnymi niespodziankami losu.
Nie oczekiwałem zbyt wiele od życia i tyle samo od niego otrzymywałem.
Czas płynął, ale bez jakiegoś spektakularnego rozpędu.
Sadziłem, ze tak pozostanie na zawsze.

Wierzyłem, a wszyscy naokoło mi to powtarzali, więc utwierdali mnie w tym, że mam czas.
Na wszystko czas i ze wszystkim jeszcze zdążę.
Matura, studia, dwadziesciakilka lat, a pózniej trzy lata wyrwane z życiorysu.
Osiem, prawie dziewięć lat temu, zaczynałem wszystko od nowa. Od nowa starałem się, uczyłem się, jak mam żyć.
Spychałem możliwości, odmawiałem, chowałem się przed światem, żyjąc po swojemu.
Nie miałem wiele, ale byłem szczęśliwy. Nie potrzebowałem wiele.
Chciałem pisać, publikować, chociażby dla kilku osób. Pracować, rozwijać się, nie zależało mi nigdy na robieniu jakiejś kariery, to nie leżało w mojej naturze.
Zawsze cichy, skryty, na uboczu, chowający się przed wielkim światem i ludźmi.
Moim domem była natura i samotność, muzyka, książki. I zwierzęta.
Nie było sytuacji ekstremalnych, bardzo rzadko i niezwykle mocno je przeżywałem.

W pewnym momencie zapragnąłem żyć inaczej. Pełniej, intensywniej, chaotycznej.
Wydaje mi się, że wiek 30 lat, to była ta granica na rozdrabnianie, smakowanie, powolne przeżywanie, wspominanie, wracanie z takimi samymi emocjami.

6 razy zmieniałem pracę, 4 razy miejsce zamieszkania, poznałem setki ludzi, setki tysięcy sytuacji, zdarzeń, codziennie coś nowego, coś dla mnie pierwszego, codziennie nowe wyzwania, okoliczności, nie było czasu na powolny proces kilkuetapowy. Wszystkie aspekty życia: poznawanie, przeżywanie, rozkoszowanie się, zagłębianie, wtajemniczenie, oswajanie, uczenie, dotykanie, wdychanie, powonienie, nieśmiałe skradanie, obcowanie, przyzwyczajanie się - to wszystko zostało skrócone do maksymalnego, jednego etapu, w którym mieściło się wszystko.
Bo zwyczajnie nie było na to wystarczającej ilości czasu.

To, co kiedyś było ważne, zostało jakby gdzieś na dalszym planie.

Czasami nasze marzenia wydłużają się mozolnie w czasie, a każdego dnia pod nasze nogi spada tysiące innych spraw, na już, na teraz, natychmiast. I każdego dnia ich napływa coraz to więcej.
A nasze marzenia wydłużają się jak guma do żucia.
Podziwiam ludzi, którym udaje się je zrealizować. Pomimo wszystko.
Ja nie mam w sobie aż tyle siły i wytrwałości.
Zmieniają się też priorytety i czego innego chcemy od życia.

Nie mam w głowie tych moich 35 lat. Czuję się na dwadzieścia, dwadziesciapięć lat.
Jasne, gdy patrzę w lustro, to zauważam, że już pierwszej młodości nie jestem, ale psychicznie chyba jakoś nie dojrzałem. Albo dojrzałem w inny sposób, w innym kierunku.
Nie czuję się i nie wyglądam na ten wiek, ale też czasy się zmieniły i nie ma już tak, kiedy nasi rodzice byli w tym wieku.

Teraz wiem, co to znaczy - żyj chwilą- najgłębiej i najpiękniej jak tylko potrafisz.
To, na co kiedyś był czas, już tego nie ma i nigdy nie wróci.
Trzeba mieć zawsze jakis cel, jakieś marzenia i nie wybiegać zbytnio naprzód.

Dawniej nie było rownież takiego przesytu, dlatego zwracało się uwagę, inaczej przeżywało, zapamiętywało, dostrzegało. Teraz tak wiele rzeczy umyka nam sprzed oczu.
Sztuką jest potrafić dostrzec i wybrać te właściwe.
Prawdziwą sztuką...


wtorek, 16 maja 2017

"Odwiedziny" wiersz sprzed 15 lat

Wiersz powstał prawie 15 lat temu. Psychologiczny, trochę mroczny, w mojej duszy pojawialy sie wtenczas przeróżne niegdysiejsze obrazy, emocje, uczucia.


"Odwiedziny"

Podchodzę po złodziejsku i patrzę w lustro
Nikogo nie ma
Wyszli
Śpią 
Umarli.

Światło ulicy odbija się we mnie 
ja odsłaniam swoje ciało 
powolutku podnoszę koszule
w tym świetle prezentuje się nieźle.  

W czarnej ciemności
W półmroku bez słońca
W przepaści głębokiej
w innym wymiarze dnia
me ciało ładne jest. 

Czy kogoś mogę podniecać ?
Śmieszy mnie to i bawi tak 
Ja mogę komuś się podobać ?!
Pani chyba piła, czy jak ?!

Gładkie mam ciało, jędrne
mi jest wszystko jedno
przecież jest, jak inne
i znów śmieszy mnie myśl, że 
ciało może fascynować, pobudzać zmysły
moje ciało ??!
przecież takie sobie jest.  

Chwieje się na boki
Obracam ruchami stóp
Zataczam koło, spokojnego tańczę
Spanie nuży znów.   

Otulają mnie 
ręce wyobraźni
Opuszczam głowę
to w nie twoje ramię przytulam się.

Rozmawiam milcząco 
znika zmyślone ja
głosik w mej głowie zostaje
słyszę płacz.   

Ktoś wchodzi
Zapominam
Powracam
i trwam. 

Z zeszytu "Intymne Zapiski" 2002 rok.
Copyright by Rafal Wolanski 2017 rok. 
Wszelkie Prawa Zastrzeżone. 

Zdjęcie zapożyczone z internetu. 

Polecany post

Za późno - o czasie i nowym wierszu

Nie ma czasu nawet na podsumowanie, zamykając kolejne rozdziały w życiu. Po prostu przeskakuje się w biegu, czasem prześlizguje tak niezauw...